Wirtualna Polska tekstem z 18 kwietnia wystawiła zarządowi Totalizatora Sportowego laurkę, za bardzo dobry wynik sprzedaży w pierwszym kwartale br. Czy nie nazbyt pospiesznie?

 

Propaganda sukcesu – jak to robi Totalizator Sportowy?

Tekst na WP jest implikacją ostatnio często pojawiających się na stronie www Totalizatora komunikatów, o osiąganych przez Spółkę wynikach sprzedaży. Komunikaty te, przeznaczone przede wszystkim dla mediów, są swoistą formą „komunikatów dnia” – informacją, co powinny pisać te „zaprzyjaźnione”, w rewanżu za zlecaną przez Spółkę reklamę. W przypadku WP ten „mechanizm reklamowy” działa sprawnie, aczkolwiek przysłowiową łyżką dziegciu są komentarze czytelników pod tekstem, w ogromnej większości co najmniej krytyczne, a w wielu przypadkach wręcz zarzucające Totalizatorowi machlojki wynikami losowań.

O ile temat ewentualnych  machlojek wynikami losowań, tak jak je widzi wielu, często już byłych graczy, zasługuje - być może - na analizę socjologa, to na pewno na analizę zasługuje „propaganda sukcesu” uprawiana przez obecny Zarząd Spółki. „Propaganda sukcesu” gdyż wyniki sprzedaży nagłaśnia Totalizator tylko wtedy, gdy są szczególnie dobre i to w odpowiednio dobranym kontekście – o czym za chwilę.  Głównym elementem tej propagandy są obecnie wyniki w grze LOTTO, a szczególnie ubiegłoroczna, wrześniowa, rekordowa kumulacja puli głównej wygranej, oraz „kumulacja kumulacji” w I kwartale bieżącego roku i rezultat tej ostatniej, w postaci drugiego, co do wielkości, wyniku sprzedaży kwartalnej, w historii Totalizatora Sportowego.

 

Jak to naprawdę z tą sprzedażą było?

 Wielkie kumulacje spadły Totalizatorowi jak przysłowiowa gwiazdka z nieba i to wręcz idealnie dokładnie wtedy, gdy były bardzo potrzebne, ponieważ sprzedaż w tej grze stanowi ponad połowę sprzedaży ogółem ( w roku 2011 – 53,6%) i praktycznie decyduje o rocznym wyniku. Tymczasem po dwóch pierwszych kwartałach roku 2011 sprzedaż w LOTTO była ledwo o 4% większa niż w po pierwszym półroczu 2010 roku (2010 – 721,5 mln, a 2011 -750,8 mln). Tu konieczna jest dygresja, iż z kolei wynik sprzedaży całego roku 2010 cofnął Totalizator o jakieś 5 – 6 lat, ponieważ już w roku 2004 była na zbliżonym poziomie (2004 -1344,7 mln, a 2010 – 1393,8 mln złotych). Zatem wynik sprzedaży I półrocza 2011 (a nawet 8 miesięcy) zapowiadał kolejną klęskę – i wtedy zdarzył się „cud” – rekordowa kumulacja w serii wrześniowych edycji, a co za tym idzie sprzedaż w kwocie  284,4 milionów złotych – co najmniej 2,5 razy większa, niż średnio miesięczna. W kolejnych miesiącach było już normalnie, ale ta wrześniowa seria kumulacji (głównie) pozwoliła zamknąć rok 2011 w LOTTO nadwyżką około 200 milionów złotych w stosunku do roku 2010.

 W roku bieżącym „cud” zdarzył się już w I kwartale, w którym sprzedaż w LOTTO osiągnęła poziom 551,5 milionów złotych. Cud nie polegał wprawdzie  na wielkości sprzedaży, gdyż lepsze kwartalne wyniki były już w roku 2008 (III kw. - 577,6 i IV kw. - 627,5 mln złotych), ale raczej  na „kumulacji kumulacji” w tym kwartale, a najbardziej na tym – podkreślam raz jeszcze - że zdarzył się dokładnie wtedy, gdy zdarzyć się powinien.

 

Dlaczego „cuda” miały się zdarzyć?

 A no po pierwsze dlatego, że p. Prezes Dudziński obiecał, po podwyżce ceny zakładów z października 2009 roku - że tak będzie. Obiecał – i przez prawie dwa lata, do września 2011 roku jakoś w żaden sposób nie mógł się z tej obietnicy wywiązać. Być może postanowił poczekać na odpowiedni moment, póki co tworząc kontekst dla późniejszego „sukcesu” poprzez obniżenie poprzeczki rocznej sprzedaży – trzeba tu bowiem przypomnieć, że już w roku 2008 przekroczyła ona w LOTTO próg 2 miliardów złotych (dokładnie: 2061,8 milionów – i to przy cenie 2 złote za zakład!). Zejście z roczną sprzedażą do poziomu 1393,8 milionów (o ponad 33%) w roku 2010 pozwalało zwiększać ją  następnie niewielkim wysiłkiem o parę procent w kolejnych latach (w odniesieniu do roku poprzedniego). Po prawie dwóch latach, i po doniesieniach o wielkich kumulacjach np. w  Eurolotto i Superenalotto, oczekiwanie na wielką kumulację było już na tyle duże, że cud powinien się zdarzyć – no to zdarzył.

 Po drugie dlatego,  iż mimo spadku sprzedaży w 2010 roku i wprawdzie wzrostu w roku 2011, ale wciąż znacznie poniżej progu roku 2008 p. Prezes Dudziński wbrew oczywistym faktom bronił (i broni nadal) zasadności własnej podwyżki ceny zakładów z roku 2009. Ponieważ wbrew obietnicom pana Prezesa nie spowodowała ona znacznego wzrostu sprzedaży w latach 2010 i 2011 w porównaniu z rokiem 2008 – stało się konieczne  uzasadnienie jej w inny sposób – poprzez „cuda”: najpierw wielkiej, wrześniowej kumulacji w 2011,  a następnie „kumulacji kumulacji” w roku bieżącym.

 Po trzecie po ubiegłorocznych wyborach powstał nowy Rząd z nowym (choć z tej samej opcji politycznej) ministrem Skarbu Państwa (nadzorującym spółki Skarbu Państwa, którą jest Totalizator) co już samo w sobie stwarzało niebezpieczną sytuację dla zarządów z „poprzedniego rozdania”. Jeżeli dodać do tego presję na spółki, w których Państwo ma udziały, jak największego zasilania budżetu (w przypadku Totalizatora – podatkiem od gier i dywidendą z zysku) – to jest jasne, że obecny Zarząd Spółki musiał się wykazać – i wykazał w bardzo odpowiednim momencie, bo w chwili zagrożenia stołków (spekulowały o tym zagrożeniu media) serią edycji LOTTO z „kumulacją kumulacji”.

 

No i na koniec -

 Redakcja Wirtualnej Polski nadała tekstowi o „sukcesie” Spółki tytuł „Totalizator Sportowy przekroczył własne plany!”, a  lista newsów finansowych donosiła:   „Taki wynik! W Totalizatorze przecierają oczy ze zdumienia”. No cóż, można to skomentować tylko w jeden sposób: czyżby plany Totalizatora nie uwzględniały obietnic Prezesa Dudzińskiego? I skąd to zdumienie? – przecież tylko spełniły się te obietnice!